aromatyzacja

Aromatyzjaca znana od dzieciństwa

Uwielbiam czas spędzany z mamą w kuchni. Od dzieciństwa towarzyszyłam jej podczas przygotowywania ciast, placków na różne przyjęcia. Czasami starałam się jej też pomóc w trakcie gotowania obiadu. Wiadomo jednak, jak to z dziećmi bywa. Bardziej przeszkadzają niż mogą pomóc.

Aromatyzacja sposobem matek

aromatyzacjaNie mów im jednak tego, bo będzie im przykro, przecież robią, co mogą. Najmocniej pamiętam kompozycje zapachowe, które rozchodziły się po kuchni w trakcie tych zabaw. Zapach pierników na święta, ulubionej szarlotki czy zwykłych frytek, które dzieci przecież zajadają z niesamowitym smakiem. Zawsze robiłyśmy je same, krojąc najpierw surowe ziemniaki. Wtedy, pamiętam, przydałaby się neutralizacja zapachów, bo kartoflowa woń nigdy nie była moją ulubioną, a po kontakcie z nimi, ręce zawsze specyficznie pachniały. Nigdy jednak nie żałowałam tego poświęcenia. W imię wyższej idei zawsze warto. Mama zawsze dodatkowo stosowała aromatyzacja. Wiem, że może śmiesznie to brzmi, ale zapach każdego ciasta unosił się aż na klatce schodowej naszego bloku. Zaprzyjaźnieni sąsiedzi wiedzieli, kiedy przyjść do nas z wizytą. Mama bardzo lubiła towarzystwo, więc często ich gościła. Gadali o rzeczach, których wtedy nie rozumiałam, ale pałaszowałam ciasto, przysłuchując się. Dziś ten maminy marketing zapachowy wydaje mi się jeszcze bardziej niesamowity. Może z tego względu, że ja nie mam tak miłych sąsiadów albo dlatego, że zapachy dobywające się z mojej kuchni nie są dla innych taką wspaniałością. Cóż, nie zawsze można odziedziczyć talent po matce, choćby się człowiek bardzo starał.

Ja nigdy nie osiągnęłam tego poziomu zaawansowania, choć przecież towarzyszyłam jej od dziecka i starałam się poznać wszystkie jej sekrety. Niektóre jednak mogą kryć się na dnie serca. Mama wkładała je we wszystko, co robiła w kuchni.

Przewiń do góry