(…) Miłość to sprawa wielka, to dar największy, to sprawa Boska. Widzimy jednak, że miłość to nie bohaterstwo, lecz codzienność, że miłość to rozdawanie siebie każdego dnia, że miłość wyraża się w drobiazgach. W miłości wielkość i codzienność są splecione ze sobą nierozerwalnie. Choć różnie bywa na różnych etapach rozwoju miłości. Weźmy najpierw tę między kobietą a mężczyzną. O niej mówię, bo na niej z doświadczenia nieco się znam.
Najpierw jest zakochanie, fascynacja. Charakterystyczne, że ta forma miłości o d c i ą g a ludzi od codzienności. Zakochani są tak przejęci sobą, że wszystko inne, co im się przydarza w życiu, traktują jako epizody pomiędzy swoimi kolejnymi spotkaniami. Zakochanie sprawia, że zmienia się hierarchia ważności spraw i pojawia się przepaść między tym, co odczuwa się jako najważniejsze, a całą resztą. To, co określamy codziennością, jest dla zakochanych kompletnie nieistotne. Odwracają się od niej, żyją „pomimo codzienności”, bo tęsknią za spotkaniem z ukochanym czy ukochaną. Inne sprawy są nawet nie na drugim, ale na czwartym i piątym planie. Inni ludzie są mało ważni, inne sprawy są nieistotne.
Inaczej z miłością dojrzałą. Ona w y r a ż a się w codzienności, wręcz posyła w codzienność. Ludzie, których miłość rozwinęła się już na tyle, że przekroczyła etap zakochania, mają świadomość, że to, co ich łączy jest najważniejsze, ale przecież istnieją też inne sprawy ważne. Nie są już tak zachłanni na swoje towarzystwo, choć bardzo go pragną. Zdają sobie sprawę z nieuchronności rozczarowania w miłości: i sobą samym, i współmałżonkiem. Wiedzą, że sprawdzianem dojrzałości miłości jest to, czy inni ludzie też są nią objęci, czy są wpuszczeni w jej orbitę. W relacjach między nimi samymi miłość wyraża się także w drobiazgach – we wrażliwości, zwracaniu uwagi na potrzeby drugiego…
(…) Pomyślmy na przykład o miłości małżeńskiej trwającej już kilkanaście lat, która ma za sobą pierwotny okres szalonego zakochania, która może gubi się w oczekiwaniu czegoś wielkiego. Może tych dwoje nie potrafi już wspólnie po prostu być ze sobą… Może dzieje się tak z nimi dlatego, że niepotrzebnie oczekują za każdym razem czegoś wielkiego? Pragną rzeczy wielkich, a tu potrzeba jedynie wielkiej czułości do spraw małych! Ta sama drobna czynność, ta sama pieszczota inaczej wygląda, gdy podejmuje się ją właśnie z niezwykłą czułością. Tym jest miłość, a nie wielkimi obietnicami czynionymi od święta.
Zbigniew Nosowski, Szare a piękne. Biblioteka Więzi (2007), s.48-49