Znowu pudełko (patrz: nota w „Twórczości” 2009 nr 3) - tym razem mniej
wygodne w użyciu, za to wielokolorowe, bo miłość ma nie tylko mnóstwo
barw, ale także morze odcieni.
Można o tym przeczytać na przykład w wariacji 4 albo 20 „Marketingu miłości”, czyli drugiej książce poetyckiej Barbary Popławskiej. Albo - przekornie - zacząć od końca. Prawie od końca:
LUNA (41)
Pewna / Lalunia / myślała / że Luna / to tylko / kino!
Nie tylko / kino / to również / księżyc / dziewczyno!
Wielka jest przepaść pomiędzy kinem a księżycem (Księżycem). A jednak ludzie jej na co dzień nie zauważają. Zadziwiające. Myślą, że miłość to uczucie. Albo dużo krzyku. Myślą, że Boże Narodzenie to dekoracje w supermarkecie. Że porozumienie można osiągnąć dzięki promocji w sieci XYZ, która właśnie proponuje darmowe sms-y... Że udane małżeństwo to nowy samochód i telewizor cyfrowy (za pół ceny!). I tak dalej.
A jednak cały ten Kosmos (42) - stąd do Księżyca i z powrotem - ma w sobie po prostu każdy z nas (nawet Lalunia), pod warunkiem, że „w sobie” nie oznacza „w nosie”.
HYMN (1)
„Gdybym mówił językami / ludzi i aniołów, / a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca / albo cymbał brzmiący.”
Kochani / czy wy wiecie / ilu cymbałów / chodzi po świecie?
Poezja Popławskiej zaraża potrzebą myślenia f i g l a r n e g o, przekornego, nie poddającego się stereotypom, choć stereotypy (słów, myśli, związków frazeologicznych) często są jej źródłem.
Wydaje się, że jest to jakaś metoda terapeutyczna. Wszak Marketing miłości, podobnie jak poprzednio Coaching duszy, to nie tylko książka poetycka, lecz także warsztaty rozwoju osobistego proponowane przez autorkę i jej współpracownicę, Oksanę Świerczyńską. Czytając, a raczej powoli smakując kartki kolorowego wachlarza „44 wariacji” , można każdą z nich potraktować jak zadanie do przepracowania. Na przykład:
(3) Wróżyłam i wypadło, że „kocha”. Mogę odetchnąć z ulgą? Wręcz przeciwnie! Teraz dopiero zaczyna się prawdziwe staranie...
(21) Muszę koniecznie znaleźć równowagę pomiędzy ciszą a słowami, bo
(39) słowa nie zbliżają tak często i tak bardzo, jak nam się wydaje i
(30) największym dowodem miłości pozostaje uważne słuchanie.
(24) „Miłość odkochana” nadal jest miłością, a
(22) odnalezienie jej nie oznacza rezygnacji z własnego świata.
(25) Miłość zawsze nas przemienia. Dlaczego, zamiast zadbać o piękny rozkwit tej przemiany, natychmiast chcemy zmieniać... drugą osobę?
(26) „Historia pewnej miłości” po prostu się skończyła. Czy wspomnienia muszą tylko boleć? Niektórzy nawet ich nie mają.
(20) A szarość dnia codziennego - czy naprawdę powoduje, że kolory w ogóle przestają istnieć?
Chyba najbardziej „warsztatowym” wierszem jest nr 40:
WIDZĘ
widzę to / czego już / nie ma
odżyły / obrazy / i wspomnienia
odżyły / emocje / i różne / światy
To nic / że czasem / zbieram baty
Jeśli dobrze widzę, mowa tu o tym, że za z o b a c z e n i e (uświadomienie sobie) czegoś często płaci się bólem. A jednak warto to coś zobaczyć, a nawet trzeba, jeśli się chce coś zmienić w swoim życiu. Co? Może - zgodnie z koncepcją całości - doświadczyć miłości ?
Mój ulubiony wiersz to „Nie wiesz?” (16):
Ene due rabe / pokochał bocian żabę
a żaba nie wiedziała / przed boćkiem / uciekała (...)
Żartobliwa rymowanka kryje w sobie całkiem filozoficzne pytanie: co powinien zrobić bocian, żeby żaba uwierzyła w jego miłość? Może powstrzymać się od... natychmiastowej konsumpcji? Czy potrafi? Wszak jest tylko bocianem. I trudno zaproponować mu - na przykład - bolero (19). Dlaczego bolero? Bo trwa długo („merci, Ravel”), a z miłością nie da się tak „na szybko”...
Słowa są po to, żeby ich t r a f n i e używać i nazywać rzeczy po imieniu. Popławska to potrafi. Nie uprawia wielkiej literatury - na szczęście. Nie pisze długich kwiecistych poematów, więc współczesny, żyjący w „koniecznym” tempie czytelnik nie zdąży się znudzić. A może nawet coś sobie uświadomi.
Tytułowy „Marketing...” zdaje się przypominać, że w interesach i planach „ułożenia sobie życia” też obowiązuje rzetelność, a sprzedawanie niepełnowartościowego towaru jest nieprofesjonalne. Dawniej na rynkach, placach targowych i jarmarkach kupcy też głośno zachwalali swoje stragany, prześcigając się w wymyślaniu dowcipnych i łatwo wpadających w ucho, serce i kieszeń „sloganów reklamowych”. Ale rozwodnionego mleka, nadgniłych owoców czy spleśniałego ziarna nie da się zakrzyczeć. Co zostanie w pustym sklepie po zdjęciu dekoracji, rozebraniu manekinów i wyłączeniu głośników? Co mamy jeszcze
w ogromnym magazynie serca: lot na Księżyc czy bilet do kina „Luna”?
A na koniec / bomba
kto nie kocha / ten trąba
(...)
(„Bomba”, 44)
No tak. Zaczęło się od cymbałów, na trąbach się kończy.
Pani Barbaro, czekamy na trzecią odsłonę!
Agnieszka Czachowska
Twórczość, maj 2010